Archiwum autora: atf

Wydarzenie w Kwadracie 09.01.26

Są na to papiery, że początek przypada na VIII wiek przed naszą erą. Z koniecznym zastrzeżeniem: „Pięcioksiąg” Starego Testamentu może być starszy! Zawiera on „Pieśń nad pieśniami” – jedno z najbogatszych, jakie stworzył człowiek, źródło słów o miłości.

W VIII wieku p.n.e. pojawił się w kręgu kultury śródziemnomorskiej poeta, wędrowny pieśniarz epicki, którego twórczość w jakiejś części w formie pisanej przetrwała do dzisiaj. Znaczenia Homera dla światowego dziedzictwa kultury nie sposób dziś przecenić. Przyjmuje się, że Homera, „zbudowały” tradycje o wiele starsze, związane z żyjącymi także w czasach poety niepiśmiennymi, wędrownymi śpiewakami. Homer je zapamiętał a niektóre z tych przekazów, opiewające mitycznych bohaterów trafiły potem do jego poezji.

Homer

Dziś wiemy już, że jako jeden z pierwszych użył w poetyckich opwieściach i formie – wątku miłości. Miłość stała się ważnym spoiwem Iliady oraz Odysei, obu epickich arcydzieł, choć w każdym z nich fenomen ten zajmuje nieco odmienne miejsce.

Uważa się też Homera za ojca poetyki, choć dopiero cztery wieki później Arystoteles opisał ją, jako podstawowe narzędzie warsztatu literackiego.

Tak jest do dziś. Poetyki można i należy się nauczyć, talentu nauczyć się nie sposób. Taka jest też natura talentu, że gdy daje o sobie znać – mówi nam, że poetyka już „tam” jest i ma się dobrze.

Poetyka talent wspomaga, ale przenigdy go nie zastąpi. Tam, gdzie tego próbuje – zrodzi jedynie grafomana. Żadne kodeksy czy instrukcje nie zastąpią weny twórczej oraz owego czynnika ulotnego, którym jest talent. To on podpowiada poecie, jak weny używać. Proste? I owszem, dla poetów…


Był dziewiąty stycznia, -13ºC, słowem – upał nieco zelżał. Wybraliśmy się z moją Hanką do Jeleniogórskiego Centrum Kultury, ponieważ tego dnia królowały tam niepodzielnie muzyka i poezja (kolejność dowolna).

„JESTEM STĄD” to tytuł autorskiej płyty oraz ważne przesłanie wieczoru poezji i muzyki panów Kazimierza Pichlaka oraz Jacka Szreniawy, kompozytora, pieśniarza i poety. Drugi z wymienionych był niezwykłym wykonawcą piosenek, zbudowanych do poetyckich tekstów Kazimierza Pichlaka. On też jest podmiotem lirycznym i zarazem ukrytym tego, co tu chcę napisać.

Jacek Szreniawa JEST STĄD!

Artyście jakże kompetentnie towarzyszyli muzycy, którym tu składam wyrazy najwyższego uznania:

Mateusz Maniakperkusja
Jakub Olejnikkontrabas
Łukasz Perekklawisze, trąbka
Tomasz Pruchnickisaksofony

Wieczór nie byłby kompletny bez talentu pani Wery Pełczyńskiej. Pozwolił on efektownie uzupełnić wydarzenie fotografiami Kazimierza Pichlaka, użytymi z wielkim talentem i profesjonalizmem w charakterze scenograficznego tworzywa. Technika estradowa w rękach kompetentnych mistrzów dżwięku i oświetlenia dopełniła obrazu wieczoru.

Całością od mikrofonu zarządzał dowcipnie i bardzo interesująco Jacek Szreniawa. Artysta ten wielokrotnie podkreślał, że przesłaniem koncertu, jego mottem jest… miłość! Tak zostały dobrane teksty poetyckie Kazimierza Pichlaka, tak też ucharakteryzował swoje słowo pan Jacek.

Gitara, nieco „zamszowy”, piękny baryton – słowem – Jacek Szreniawa

I to przesłanie miłości chyba nie jest przypadkowe.

Poeta pisze o miłości na ogół ze względów intymnych, najbardziej osobistej natury. Jest to zasada, gdy jest się poetą młodym. Poeta młodym jest jednak zawsze, ale, gdy siwieje, jego słowa o miłości nabierają wymiaru kosmicznego.


Edward Stachura w połowie lat 70-ch napisał swoją „Fabula rasa” i pisząc tam o miłości stworzył swoistą definicję tego fenomenu. Swoistą ponieważ – negatywną. Na prawie całej stronie stwierdza mianowicie, czym miłość NIE JEST.

A pisze on tak:

„Miłość nie jest idealna, platoniczna, tragiczna, ślepa, szalona, boska, przyjacielska, rodzicielska, synowska, braterska, małżeńska. Miłość nie jest afektem, emocją, sentymentem. Miłość nie jest brutalnym ani subtelnym, ani jakimkolwiek posiadaniem. Miłość nie jest wulgarną ani wyszukaną przyjemnością. Miłość nie jest czymś, czym można handlować. Miłości nie można sobie zaskarbić ani jej tanio lub drogo, za bajońską sumę kupić, nabyć na własność i zamknąć pod kluczem. Miłość nie jest czyjaś. Miłość nie nakłada obrączki i nie ściąga obrączki. Miłość nie poślubia ani się nie rozwodzi. Miłość nie włóczy się po sądach. Miłość nie przysięga i nie krzywoprzysięga. Miłość nie potrzebuje zapewnień o lojalności, wierności, wzajemności. Miłość nie potrzebuje wdzięczności. Miłość nie dzieli się na osobową i bezosobową. Miłość nie jest rozdarciem pomiędzy jednym a drugim ani pomiędzy jednym a wszystkim. Miłość nie jest wyborem. Miłość nie jest powtarzaniem. Miłość nie jest nawykiem. Miłość nie jest pamięcią, wspomnieniem, marzeniem. Miłość nie jest fotografią, wizerunkiem, obrazem, rzeźbą, płaskorzeźbą, żadnym przedstawieniem plastycznym. Miłość nie jest myślą. Miłość nie jest świadomością miłości. Miłość nie jest wyznaniem miłości. Miłość nie jest opisem miłości. Miłość nie jest zaprzeczeniem seksu. Miłość nie jest pożądliwością, lubieżnością. Miłość nie jest wstrzemięźliwością, umartwianiem się, ascezą. Miłość nie jest nakazem, rozkazem, zakazem. Miłość nie jest skutkiem przyczyny ani przyczyną skutku. Miłość nie jest zawiścią, zazdrością, mściwością. Miłość nie jest cierpieniem. Miłość nie jest przede wszystkim słowem. Żadnym słowem. Ani tym co na pseudopoczątku, ani tym, co tutaj. Gdyby miłość była słowem, zostałaby zaduszona pod lawiną znaczeń, interpretacji, spekulacji, kombinacji, które na to słowo zwalają się. Tak właśnie zduszone, zdławione, zmiażdżone jest słowo miłość. W świecie słów słowo miłość nie znaczy nic. Mówiąc inaczej, znaczy to, co komu się podoba, co kto chce, co komu ślina na język. W świecie słów, czyli w świecie ludzi-słów słowo miłość ocieka posiadaniem, pożądaniem, chciwością tych, co chcą. Ale miłość, rzecz jasna, nie jest słowem. Miłość jest spontanicznym, bezinteresownym czynieniem miłości, tak, jak słońce jest spontanicznym, bezinteresownym promieniowaniem słoneczności. Słońce jest słońcem w świecie heliosowym, miłość jest słońcem w świecie księżycowym. Słońce jest słońcem w świecie jasności, miłość jest słońcem w świecie ciemności.”


Jak dotąd – nie udało mi się spotkać nigdzie – słów o miłości piękniejszych i bardziej prawdziwych! Biblijna „Pieśń nad pieśniami” wypada tu cokolwiek… blado!

A Kazimierz Pichlak? On – miłości najczystszą jest metaforą, synonimem. Od lat, codziennie i do upadłego, jako spełniony mąż, ojciec, dziadek i lekarz, podróżnik, artysta fotograf, wreszcie wspaniały poeta i wielkiego formatu człowiek – pozostając w zgodzie z ową definicją Steda – czyni miłość a dobiera sobie do tej roboty najwspanialszych kompanów z Jackiem Szreniawą na czele.

Dziękuję, dziękujemy!

Kazimierz Hołyszewski
Zachełmie 2026